Kim są nasi Neoprezbiterzy?

Diecezja kielecka ma sześciu nowych prezbiterów. Dlaczego wybrali kapłaństwo? Wiara była obecna w ich domach i rodzinach, od dzieciństwa byli blisko ołtarza, jako ministranci. Ale podstawowa odpowiedź jest jedna: żaden z nich nie mógł dłużej lekceważyć słyszanego w sercu głosu Boga.

– Jako ministrant patrzyłem, jak kapłani posługują i odprawiają mszę świętą. Już wtedy miałem myśli, że też bym tak chciał. Drogę kapłańską wybrałem zaraz po maturze – mówi ks. Wiktor Kostecki.

– Moje powołanie rodziło się etapami. Najpierw w Liturgicznej Służbie Ołtarza, obok księdza, który był dla mnie wzorem. Potem, przez studia z teologii w Krakowie. I dopiero jak skończyłem te studia, to przyszedłem do seminarium – mówi z kolei ks. Grzegorz Wnuk.

Niektórzy, jak ks. Damian Biesiada, najpierw wybrali zawód i zaczęli pracę, jednak głos Boga w sercu nie gasł:

– Rozpocząłem posługę jako ministrant w mojej rodzinnej parafii i tak stopniowo zaczęło się rodzić moje powołanie. Ale był też bunt młodzieńczy, gdy powiedziałem, że moja noga w seminarium nie postanie, i że żadnym księdzem nie będę. Ukończyłem technikum w Kielcach, z zawodu jestem fryzjerem. I właśnie przez ten okres mojej pracy fryzjerskiej odkrywałem na nowo powołanie do bycia kapłanem. Przyszedł taki moment, gdy Pan Jezus bardzo mocno pukał do mojego serca i chciał uzyskać odpowiedź na pytanie: czy naprawdę jestem zadowolony z tego, co sobie teraz wybrałem, czy chciałbym zmienić swoje życie? Wtedy nie za bardzo chciałem na to pytanie odpowiadać, bardzo mocno je zagłuszałem i jakoś tak mijałem się z Panem Bogiem. Ale On nie ustępował, chciał usłyszeć tę odpowiedź: tak albo nie. I tak na nowo zrodziła się myśl o kapłaństwie – opowiada ks. Damian Biesiada.

Ks. Mateusz Wójcik także najpierw studiował i pracował:

– Kończyłem studia na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach, edukację artystyczną w zakresie sztuki muzycznej na Wydziale Artystycznym. Myślę, że Pan Bóg dał mi taką odwagę, że jednak podjąłem to powołanie kapłańskie i jestem dzisiaj tutaj, gdzie jestem.

Ks. Maciej Żywot zaznacza, że towarzyszą mu dziś szczęście i entuzjazm z powodu rozpoczęcia nowej drogi życia.

– Nie wstąpiłem do seminarium zaraz po szkole średniej. Jeszcze przez 3 lata studiowałem w Krakowie. Moja decyzja o wstąpieniu do seminarium była więc już ugruntowana. Wpłynęło na nią świadectwo kapłanów, osobista modlitwa i decyzja o wyborze powołania – opowiada.

Jak na ich wybór zareagowała rodzina i przyjaciele?

Różnie. Niektórzy początkowym zaskoczeniem, inni nie wykazywali zdziwienia. Każdy z neoprezbiterów podkreślał jednak, że czuł wsparcie ze strony najbliższych.

Ks. Mateusz Wójcik wstąpił do seminarium mając 28 lat i przyznaje, że z tego powodu zaskoczył swoich bliskich:

– Ale szybko pogodzili się z tym i byli zadowoleni, cały czas byli w tym ze mną. Dali mi wolność decyzji – opowiada.

Większe zaskoczenie ta decyzja wywołała u znajomych:

– Oni byli w większym szoku, ale też nie mieli wyjścia i musieli się z tym pogodzić. Sądzę, że po prostu byli przekonani, że po studiach, mając pracę, już jakoś w tym zostanę, osiądę, a ja nagle postanowiłem zmienić kierunek życia o 180 stopni. Ale dzisiaj także mnie wspierają i wielu z nich jest tutaj ze mną – podkreśla ks. Mateusz.

Niezwykłą, osobistą historią w tym kontekście podzielił się z nami ks. Jakub Sobótka:

– Na wiadomość o tym, że wstępuję do seminarium tata się ucieszył. Mama przeszła troszkę większy szok, była zaskoczona. Zawołała mnie i opowiedziała mi taką historię, która jest bardzo ważna dla mnie w tej drodze ku kapłaństwu. Otóż, były problemy z moim poczęciem i moja mama z tatą zawierzyli to na Jasnej Górze. Moja mama mówi, że zawierzyła to słowami: Maryjo Matko, jeżeli dasz mi syna, a on będzie chciał być kapłanem, ja nie będę robiła mu żadnych problemów – opowiada ks. Jakub.

Rodzina ks. Damiana Biesiady nie kryła dziś wzruszenia. Grażyna i Marian Kozłowscy przyznają, że bardzo się cieszą tą chwilą, choć nie są z najbliższej rodziny.

– Spodziewaliśmy się raczej, że może zostać księdzem. Zawsze był wyciszony, skupiony w sobie, blisko Kościoła. Ale podjął prawdziwy trud i wyzwani, cieszymy się, że wytrwał – podkreślają.

Jakimi chcą być kapłanami?

– Przede wszystkim wiernym i pokornym, a także oddanym Kościołowi. Chciałbym być blisko ludzi, wsłuchiwać się w ich problemy, by docierać do człowieka, który dziś jest bardzo mocno poraniony, mocno dotknięty przez całą tę rzeczywistość, w której się aktualnie znajdujemy, i który Boga szuka, i Go potrzebuje. A możemy trafiać do człowieka poprzez to, jak sami świadczymy o Panu Bogu – mówi ks. Damian Biesiada.

– Chciałbym w ciemnościach tego świata głosić Chrystusa, bo jeżeli będę Jego głosił i stawiał pierwszego w moim życiu, to będę głosił wszystkim zbawienie – mówi ks. Wiktor Kostecki.

– Chciałbym być kapłanem słuchającym ludzi i przede wszystkim obecnym, takim dyskretnie obecnym wśród ludzi i poprzez tę obecność, towarzyszenie, dawać innym Chrystusa – dodaje z kolei ks. Mateusz Wójcik.

– Chciałbym być kapłanem odważnym i czerpać radość z Eucharystii i Bożego Słowa. Dziś jest bowiem wiele osób, które kojarzą Kościół z czymś smutnym, albo czymś nie na dzisiejsze czasy. Jednak Słowo Boże jest żywe w każdym czasie. Sądzę, że takiego entuzjazmu dziś Kościołowi potrzeba, warto, aby ludzie doświadczali tego od księży – mówi ks. Mateusz Żywot.

Czy nie obawiają się hejtu?

Ks. Wiktor Kostecki przyznaje, że już się z nim spotkał. Siłą są dla niego w takich sytuacjach słowa Jezusa: „Jeśli mnie prześladowali, to i was prześladować będą”.

– To jest dla mnie taka wskazówka, że jeśli mnie teraz hejtują, to znaczy, że dobrze wybrałem – odpowiada.

Tym, którzy się wahają, czy wybrać kapłaństwo, ks. Wiktor Kostecki radzi:

– Miejcie odwagę, bo jeśli pójdziemy Bożą drogą, to będziemy ludźmi szczęśliwymi – podkreśla.

Święcenia i co dalej?

Do ważnych i podniosłych momentów w czasie uroczystości święceń kapłańskich należą: litania do Wszystkich Świętych, gdy neoprezbiterzy leżą na posadzce krzyżem, a wszyscy modlą się w ich intencji, nałożenie rąk przez biskupa na głowę kandydata, co jest gestem apostolskim – w ten sposób na kandydata zstępował Duch Święty, a także gest posłuszeństwa ślubowany biskupowi i jego następcom.

W najbliższych dniach neoprezbiterzy będą świętować w swoich parafiach i wspólnotach, odprawiając msze prymicyjne. W wakacje otrzymają posłania do posługi w konkretnych parafiach.

tekst za: radiokielce.pl

>> Posłuchaj wypowiedzi Neoprezbiterów