Ks. Filip Korban rozpoczyna posługę misyjną w Peru

Na adres Misyjnego Dzieła Diecezji Kieleckiej został przysłany list z dalekiego Peru, gdzie posługę misyjną rozpoczyna ks. Filip Korban - pochodzący z parafii Miłosierdzia Bożego w Kielcach. Zachęcamy do lektury.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Drodzy Wierni Diecezji Kieleckiej, kiedy we wrześniu br. wyruszałem w drogę na misję, kończąc roczne przygotowanie w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie, niosłem w pamięci obraz naszego rodzinnego Kościoła Kieleckiego. Pisząc te słowa z głębi peruwiańskiej dżungli, pragnę wyrazić ogromną wdzięczność wobec całej wspólnoty diecezjalnej. Dziękuję za każdą modlitwę, za życzliwość i za wsparcie, które daje mi siłę do podjęcia tego wezwania. To w naszej diecezji zrodziło się moje powołanie, a dziś, będąc tysiące kilometrów od domu, wciąż czuję duchową łączność z Wami.

Sama podróż na misję była prawdziwym testem sił. Po przylocie do wielkiej, spowitej mgłą Limy czekała mnie długa, wyczerpująca przeprawa lądem. Przejazd przez andyjską przełęcz Ticlio – na wysokości blisko pięciu tysięcy metrów – to walka z brakiem tlenu i przeszywającym chłodem. Z tych surowych szczytów zjechaliśmy do dusznego, gorącego San Ramón, gdzie znajduje się siedziba naszego Wikariatu Apostolskiego. Krótki postój i modlitwa w tamtejszej katedrze były dla mnie duchowym umocnieniem przed wjazdem w sam środek dżungli.

Wreszcie dotarłem do Puerto Bermúdez. Życie tutaj nie ma w sobie nic z romantycznych wyobrażeń z pocztówek – jest ciężko, parno, a wilgoć wdziera się dosłownie wszędzie. Terytorium naszej parafii pokrywa się dokładnie z granicami dystryktu (tutejszego odpowiednika gminy) Puerto Bermúdez. To gigantyczny obszar, który ma obecnie oficjalną powierzchnię 8 014,31 km². Cała parafia liczy około 17 tysięcy osób, z czego mniej więcej 9 tysięcy to mieszkańcy samego miasteczka Puerto Bermúdez. Społeczność na miejscu jest dość różnorodna – obok rdzennych mieszkańców żyją tu również Metysi oraz potomkowie dawnych osadników z Europy. Z kolei poza miastem do parafii przynależy aż 147 wiosek ukrytych głęboko w dżungli! Skala wyzwań jest ogromna – wyobraźcie sobie, że oprócz głównego kościoła przy miejscowym rynku, na tych wszystkich wioskach znajdują się na razie tylko 2 kaplice.

Do większości osad nie prowadzą absolutnie żadne drogi. Aby dotrzeć do wiernych z Mszą Świętą i sakramentami, pakujemy najpotrzebniejsze rzeczy do łodzi z silnikiem i ruszamy rzeką. Co prawda, moje pierwsze wyprawy łodzią nie były jeszcze bardzo długie, ale tutejsze odległości i sam sposób podróżowania po wodzie i tak robią niesamowite wrażenie.

Gdy wypływamy poza miasteczko, posługujemy głównie wśród ludzi z plemienia Asháninka. Żyją w surowych warunkach, z dala od wygód, do których przywykliśmy w Europie, ale są to ludzie o niesamowicie otwartych sercach. Dzielą się wszystkim, co mają, i uczą mnie, co to znaczy prawdziwa gościnność i prosta ufność Bogu.

W tej pracy na szczęście nie jestem sam – jest nas tu dwóch księży. Tworzymy zgrany zespół, a do tego ogromną, cichą i niezwykle ciężką pracę wykonują siostry zakonne, bez których duszpasterstwo i codzienne funkcjonowanie misji byłoby wręcz niemożliwe. To właśnie one prowadzą naszą szkołę katolicką Padre Cristobal, która jest wielkim i bardzo konkretnym dziełem. Dla wielu dzieciaków z dżungli to nie tylko szansa na edukację, na naukę czytania i pisania, ale też jedyne miejsce, w którym mogą liczyć na pożywny, gorący posiłek w ciągu dnia.

Przez ten czas udało nam się także wyruszyć z młodzieżą z naszej parafii do miejscowości La Florida. Znajduje się tam sanktuarium błogosławionej matki Aguchity, zakonnicy brutalnie zamordowanej przez komunistycznych terrorystów ze Świetlistego Szlaku. Czas spędzony tam na modlitwie z młodymi ludźmi był dla mnie bardzo poruszający. Pokazuje on wyraźnie, że świadectwo oddania życia za wiarę i miłość do tutejszego ludu jest wciąż niezwykle żywe na peruwiańskiej ziemi.

Pierwsze dni na misji to twarda szkoła pokory: zderzenie z barierą językową, zmęczeniem, upałem i błotem. Ale kiedy po przeprawie rzeką dobijam do brzegu i widzę wspólnotę, która z utęsknieniem czeka na kapłana i Eucharystię, wiem z całą pewnością, że warto było wyruszyć w tę drogę.

Proszę Was z całego serca: nie ustawajcie w modlitwie za nas obu, za siostry i za tych wszystkich, do których zostaliśmy posłani. Ja również każdego dnia pamiętam o naszej Diecezji Kieleckiej przy ołtarzu.

Z kapłańskim błogosławieństwem z peruwiańskiej Amazonii

ks. Filip Korban
MISJONARZ W PERU