Rozważanie na początek Adwentu

Pierwszymi nieszporami I Niedzieli Adwentu rozpoczęliśmy nie tylko nowy okres liturgiczny, ale również nowy rok kościelny. Adwent to czas szczególny: radosnego, choć pełnego skupienia oczekiwania na przyjście Chrystusa, na Jego narodzenie.

Zanim jednak jeszcze zdążyliśmy zapalić pierwszą świecę na wieńcu adwentowym, świat wokół nas już zdążył „przyozdobić się” na święta. W sklepach, reklamach, hotelach czy galeriach handlowych pojawiły się girlandy, światełka i sztuczny śnieg. Ale zadajmy sobie pytanie — o jakie to właściwie święta chodzi? Bo w tych wszystkich ozdobach coraz rzadziej widać nawiązania do narodzin Jezusa. Znikają szopki, nie słychać kolęd — a samo określenie „Boże Narodzenie” coraz częściej ustępuje neutralnemu „zimowemu świętowaniu”. Ma być radośnie, kolorowo i… bezpiecznie. Tak, żeby nikt nie poczuł się urażony. I co ciekawe, zaraz po Nowym Roku wszystkie te dekoracje znikają, jakby nic się nie wydarzyło. Bo „sezon świąteczny” się kończy, a sprzedaż spada.

Ale czy rzeczywiście mamy się na tym skupiać? Czy to naprawdę jest istota Adwentu?

Lepiej spojrzeć głębiej, na to, co naprawdę ważne. Warto wrócić do słów modlitwy kończącej pierwsze Nieszpory Adwentu: „Wszechmogący Boże, udziel swoim wiernym siły woli, † aby pełniąc dobre uczynki, spieszyli na spotkanie z przychodzącym Chrystusem * i zgromadzeni po Jego prawicy, mogli posiąść królestwo niebieskie. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, † który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, * Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.”

To niezwykle piękne i głębokie słowa. Ale kto z nas potrafi przypomnieć sobie modlitwę końcową z Nieszporów czy Mszy Świętej? Czy zatrzymujemy się nad jej treścią, czy wypowiadamy ją automatycznie? To pytanie każdy musi zadać sobie sam.

Jednak jest też inne pytanie, jeszcze ważniejsze: dokąd spieszymy?

Ciągle gdzieś biegniemy. Czas pędzi coraz szybciej, a my razem z nim. I choć większość z nas zgodzi się, że cierpimy na chroniczny brak czasu, to rzadko kto zastanawia się, po co właściwie ten pośpiech? Czy naprawdę zmierzamy ku spotkaniu z Chrystusem? Czy w codziennym zabieganiu pamiętamy, jaki jest ostateczny cel naszego życia?

Modlitwa liturgiczna mówi jasno: prosimy Boga o siłę woli, by przez dobre uczynki spieszyć ku Chrystusowi i stanąć po Jego prawicy. To wielkie wezwanie. Ale wszystko zaczyna się od serca człowieka. Tam rodzi się zarówno dobro, jak i zło. Tam też zaczyna się prawdziwe pragnienie spotkania z Bogiem.

Żeby nam się „chciało chcieć”, potrzebna jest łaska. Bo bez niej — łatwo zbłądzić, zagubić się w zgiełku tego świata, który często oferuje pozory radości, ale nie daje prawdziwego pokoju. Dlatego prośmy Boga o łaskę — o odwagę, siłę ducha i pragnienie czynienia dobra. Niech ten Adwent nie będzie tylko „przedświątecznym okresem”, ale prawdziwym czasem przygotowania serca.

Wołajmy więc razem z całym Kościołem: Marana tha – Przyjdź, Panie Jezu!

I niech to wołanie niesie nadzieję. Bo choć świat wydaje się coraz bardziej zagubiony, pełen chaosu i smutku, to jednak Chrystus nie przestaje przychodzić — cicho, pokornie, do każdego, kto Go szczerze pragnie. On jest światłem, które żadna ciemność nie zdoła zgasić.

Niech ten Adwent obudzi w nas tęsknotę za prawdziwym światłem, które nie przemija. Niech napełni nas pokojem i wiarą, że Bóg jest blisko — nawet jeśli świat wydaje się od Niego odchodzić. Bo nadzieja rodzi się nie w hałasie i blasku dekoracji, ale w cichym sercu, które mówi: „Czekam, Panie, przyjdź”.

✠ Henryk M. Jagodziński
NUNCJUSZ APOSTOLSKI W RPA, LESOTHO, NAMIBII, ESWATINI i BOTSWANIE

Pretoria, dnia 29 listopada 2025 r.

 

Foto: Kaplica w Nuncjaturze Apostolskiej w Pretorii (RPA)