Relacja Nuncjusza w RPA: Boże Ciało w Soshanguve – tam, gdzie wiara śpiewa głośniej niż głośniki

W Republice Południowej Afryki uroczystość Bożego Ciała nie jest dniem wolnym od pracy, dlatego jej obchody przenoszone są na najbliższą niedzielę. W tym roku otrzymałem zaproszenie do parafii Holy Spouses (Świętych Małżonków) w Soshanguve – miejscowości położonej około 30 kilometrów na północ od Pretorii.

Choć geograficznie znajduje się na obrzeżach stolicy, Soshanguve niewiele przypomina nowoczesną Pretorię. Spacerując jej ulicami, miałem raczej wrażenie, że wróciłem na przedmieścia Akry, stolicy Ghany. Soshanguve jest typowym południowoafrykańskim townshipem – osiedlem, które powstało jeszcze w czasach apartheidu dla ludności niebiałej. Sama nazwa jest niezwykle wymowna. To akronim utworzony od nazw czterech grup etnicznych i językowych: Sotho, Shangaan, Nguni oraz Venda. Już sama nazwa opowiada historię miejsca, gdzie spotykają się różne kultury i języki, a wielobarwność mieszkańców tworzy wyjątkową wspólnotę.

Parafia Świętych Małżonków została utworzona w 1996 roku. Obecny kościół parafialny konsekrowano dopiero w 2024 roku. Uroczystego poświęcenia dokonał arcybiskup Pretorii, abp Dabula Anthony Mpako.

Świątynia jest bardzo skromna. Nad ołtarzem góruje prosty krzyż. Obok tabernakulum stoi figura Matki Bożej, na ścianach zawieszono niewielkie stacje Drogi Krzyżowej, a po prawej stronie znajduje się duży obraz Jezusa Miłosiernego. Nad wejściem umieszczono fotografię Ojca Świętego Leona XIV.

Kościół nie posiada jeszcze instalacji elektrycznej. Trwa zbiórka funduszy na jej wykonanie, ale nikt nie potrafi powiedzieć, kiedy projekt zostanie ukończony. Jak łatwo się domyślić, brak prądu oznacza również brak stałego nagłośnienia.

Przed Mszą Świętą podjęto heroiczną próbę uruchomienia przenośnego sprzętu nagłaśniającego. Niestety, technologia postanowiła tego dnia pójść własną drogą. Ostatecznie więc musiałem głosić kazanie bez mikrofonu. Mówiąc szczerze, bardziej krzyczałem niż mówiłem. Do dziś nie wiem, czy wierni siedzący w ostatnich rzędach usłyszeli każde słowo, ale jestem pewien, że usłyszeli moje zaangażowanie.

Na miejscu przywitali mnie proboszcz parafii, ks. Frédéric Kavusa Kavao CSS, oraz jego współpracownik, ks. Africa Mkwanazi CSS. Obaj należą do Zgromadzenia Najświętszych Stygmatów Pana Jezusa, czyli stygmatystów – zgromadzenia założonego przez św. Kaspra Bertoniego w 1816 roku w Weronie.

Ich posługa jest szczególnie wymagająca, ponieważ powierzono im opiekę duszpasterską aż nad pięcioma parafiami. Patrząc jednak na ich gorliwość i oddanie, trudno było odnieść wrażenie zmęczenia. Wręcz przeciwnie – promieniowali spokojem i radością służby.

Od pierwszych chwil pobytu w parafii można było odczuć żywą wiarę i niezwykły entuzjazm wspólnoty. Najbardziej widoczne było to podczas śpiewu.

Kiedy przybyłem do kościoła, chór już ćwiczył. Podczas liturgii śpiewano niemal wszystko, co tylko można było zaśpiewać. Nawet „Amen” rozbrzmiewało wielogłosowo. Niektóre melodie były tak rytmiczne i pełne życia, że zgromadzenie niemal spontanicznie zaczynało tańczyć.

Na zakończenie Mszy przypomniałem słowa tradycyjnie przypisywane św. Augustynowi: Qui bene cantat, bis orat – „Kto dobrze śpiewa, podwójnie się modli”. Jak można było przewidzieć, zdanie to zostało przyjęte z ogromnym entuzjazmem. Podejrzewam, że niektórzy członkowie chóru potraktowali je jako oficjalne potwierdzenie swojej duchowej przewagi nad resztą parafii.

Równie budujący był widok licznej grupy ministrantów. Ich obecność świadczyła o tym, że dzieci i młodzież nie stoją na marginesie życia parafialnego, lecz aktywnie uczestniczą w budowaniu wspólnoty.

Podczas homilii przypomniałem wiernym, że uroczystość Bożego Ciała kieruje nasz wzrok ku największej tajemnicy wiary – realnej obecności Jezusa Chrystusa w Eucharystii.

Mówiłem o ziarnie Ewangelii, które Bóg nieustannie rozsiewa w ludzkich sercach, o Eucharystii jako pokarmie dla zmęczonych i źródle nadziei dla tych, którzy zmagają się z trudnościami życia. Zachęcałem wiernych, aby patrzyli na swoje życie przez pryzmat trzech gestów Jezusa z Ostatniej Wieczerzy: pobłogosławił, połamał i rozdał.

Chrześcijanin, który żyje Eucharystią, uczy się błogosławić, nawet gdy doświadcza trudności; uczy się przełamywać własny egoizm dla dobra innych; uczy się dawać – swój czas, talenty, modlitwę i serce.

Szczególne słowa wdzięczności skierowałem do wszystkich parafian, którzy angażują się w rozwój wspólnoty i wspierają projekt elektryfikacji kościoła. Każda ofiara, każdy gest pomocy i każda godzina pracy przyczyniają się do budowania nie tylko murów świątyni, ale przede wszystkim żywego Kościoła.

Po modlitwie po Komunii Świętej wyruszyliśmy w procesji eucharystycznej wokół placu przykościelnego. Następnie wróciliśmy do świątyni na krótką adorację Najświętszego Sakramentu, po której udzieliłem wszystkim błogosławieństwa eucharystycznego.

Po Mszy przyszedł czas na wspólne fotografie, rozmowy i spotkania. Uroczystość zakończył wspólny obiad z duszpasterzami oraz członkami rady parafialnej.

Wracając z Soshanguve, myślałem o paradoksie, który jest jednocześnie wielką prawdą naszej wiary. Można celebrować Eucharystię w monumentalnej katedrze pełnej marmurów, światła i dźwięku organów. Można też sprawować ją w skromnym kościele, który wciąż czeka na podłączenie prądu.

A jednak najważniejsze pozostaje niezmienne.Ten sam Jezus Chrystus przychodzi do swojego ludu. Ten sam Pan karmi wiernych swoim Ciałem. Ta sama miłość płynie z Eucharystii do ludzkich serc.

W Soshanguve nie było doskonałego nagłośnienia, ale była wiara, która niosła się dalej niż jakikolwiek głośnik. Nie było jeszcze elektrycznego światła, ale były twarze ludzi rozjaśnione nadzieją. Nie było przepychu ani bogactwa, ale było coś znacznie cenniejszego – żywy Kościół.

Bo Kościół rodzi się nie tam, gdzie wszystko jest gotowe, lecz tam, gdzie ludzie pozwalają Bogu działać w swoim życiu.

A Chrystus – ukryty w białej Hostii – pozostaje zawsze ten sam: w Pretorii i w Soshanguve, w Afryce i w Europie, w wielkich bazylikach i ubogich kaplicach. Jak przypomina autor Listu do Hebrajczyków: „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13,8).

I właśnie dlatego możemy patrzeć w przyszłość z ufnością. Tam, gdzie jest Eucharystia, tam jest nadzieja. Tam, gdzie jest Chrystus, tam zawsze zaczyna się coś pięknego.

✠ Henryk M. Jagodziński
NUNCJUSZ APOSTOLSKI W RPA, LESOTHO, NAMIBII, ESWATINI i BOTSWANIE

Pretoria, dnia 7 czerwca 2026 r.