Relacja Nuncjusza w RPA: Maryjna pielgrzymka do Rustenburga – w drodze z Maryją ku Chrystusowi

Rustenburg – nazwa brzmi trochę z niemiecka i komuś, kto po raz pierwszy ją słyszy, mogłaby kojarzyć się raczej z którymś z miast Europy. Słowa jednak czasem mylą.

Rustenburg znajduje się w Republice Południowej Afryki, w Prowincji Północno-Zachodniej, około 114 kilometrów od Pretorii. W niedzielę, 16 sierpnia, właśnie tam zaprowadziła mnie moja kolejna pielgrzymia droga po Kościele w Afryce Południowej.

Sama nazwa miasta wywodzi się z języka afrikaans i oznacza „miasto odpoczynku” albo „miejsce odpoczynku”. Jest w tym coś bardzo trafnego. Mimo że dzisiejszy Rustenburg liczy ponad 300 tysięcy mieszkańców i jest ważnym ośrodkiem przemysłowym, zachował coś z atmosfery spokojnego prowincjonalnego miasta. Położony u stóp pasma górskiego Magaliesberg, otoczony pięknem afrykańskiej przyrody, sprawia wrażenie miejsca, w którym życie płynie nieco wolniej niż w wielkich metropoliach.

Rustenburg należy do starszych miast tej części Południowej Afryki. Został założony w 1851 roku jako ośrodek administracyjny regionu rolniczego, znanego z upraw kukurydzy, słoneczników, orzechów ziemnych, tytoniu i owoców cytrusowych. Dzisiaj jednak najbardziej kojarzony jest z platyną. W jego pobliżu znajdują się jedne z największych na świecie kopalń tego cennego metalu, dlatego miasto bywa nazywane „Platinum City” – „Platynowym Miastem”.

Rustenburg znany jest również miłośnikom piłki nożnej. W 2010 roku był jednym z miast gospodarzy Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. Na stadionie Royal Bafokeng, mogącym pomieścić ponad 40 tysięcy widzów, rozegrano kilka spotkań mundialu. Niedaleko stąd znajdują się także znane rezerwaty przyrody, między innymi Kgaswane Mountain Reserve oraz Pilanesberg Game Reserve, a także słynny kompleks turystyczny Sun City.

Mnie jednak tym razem nie przyciągnęły do Rustenburga ani platyna, ani piłka nożna, ani nawet piękno afrykańskiej przyrody. Celem mojej podróży była diecezjalna pielgrzymka maryjna związana z uroczystością Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Rustenburg jest bowiem nie tylko miastem, ale także stolicą katolickiej diecezji. Jej początki sięgają 1971 roku, kiedy z części terytorium archidiecezji Pretorii utworzono Prefekturę Apostolską Rustenburg. W 1987 roku została ona podniesiona do rangi diecezji. Na terenie zamieszkałym przez około 1,8 miliona ludzi katolicy stanowią niewielką mniejszość – jest ich około 50 tysięcy.

W Republice Południowej Afryki uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, jeśli 15 sierpnia nie przypada w niedzielę, ze względów duszpasterskich obchodzona jest w niedzielę. W tym roku świętowaliśmy ją 16 sierpnia.

Na zaproszenie biskupa Rustenburga, JE bpa Roberta Mogapi Mphiwe, udałem się do jego diecezji, aby przewodniczyć uroczystościom związanym z doroczną pielgrzymką maryjną. Była to zarazem piękna okazja do spotkania z miejscowym Kościołem – z kapłanami, osobami konsekrowanymi i przede wszystkim z wiernymi, którzy przybyli z różnych parafii rozległej diecezji.

Ponieważ w diecezji nie ma świątyni, która mogłaby pomieścić tak wielką liczbę pielgrzymów, uroczystości odbywały się na peryferiach miasta, w dużej hali miejskiej. Przybyło około trzech tysięcy wiernych i nawet to obszerne miejsce z trudem mogło wszystkich pomieścić.

Nasze świętowanie rozpoczęliśmy o godzinie 9.00 procesją różańcową. Jej centrum stanowiła figura Matki Bożej Fatimskiej, niesiona na zmianę przez mężczyzn ubranych w czarne garnitury. Właściwie wszyscy uczestnicy uroczystości byli ubrani niezwykle odświętnie. W Afryce strój bardzo często jest także sposobem wyrażenia szacunku wobec Boga, wspólnoty i wydarzenia, w którym się uczestniczy.

Przed figurą Matki Bożej szły dziewczynki sypiące kwiaty. Rozbrzmiewała modlitwa różańcowa i śpiew. Patrząc na ten barwny pochód, można było odczuć prostą, a zarazem głęboką pobożność maryjną tutejszych katolików. Maryja rzeczywiście gromadziła swoje dzieci i prowadziła je ku Chrystusowi.

Po zakończeniu procesji udaliśmy się do hali, gdzie rozpoczęła się uroczysta Eucharystia. Wśród zgromadzonych można było łatwo rozpoznać, dzięki charakterystycznym strojom, członków różnych grup i stowarzyszeń kościelnych. Była Sodalicja św. Anny, grupa św. Cecylii, uczniowie szkół katolickich i przedstawiciele wielu parafialnych wspólnot. Ta różnorodność strojów, kolorów, śpiewów i tradycji tworzyła niezwykle żywy obraz Kościoła – różnorodnego, a przecież zgromadzonego przy jednym ołtarzu.

Na początku Mszy Świętej podziękowałem biskupowi Robertowi Mphiwe za zaproszenie i możliwość przewodniczenia tej pięknej celebracji. Jako przedstawiciel Ojca Świętego Leona XIV przekazałem wszystkim zgromadzonym jego błogosławieństwo, zapewnienie o duchowej bliskości oraz papieskie przesłanie pokoju i nadziei.

W homilii zatrzymałem się przede wszystkim nad ewangeliczną sceną Nawiedzenia św. Elżbiety. Maryja, która dopiero co przyjęła niezwykłą łaskę Bożego macierzyństwa, nie zamyka się w sobie i nie koncentruje na własnym szczęściu. Ewangelista mówi, że „z pośpiechem” wyrusza w drogę, aby służyć swojej krewnej.

Podkreśliłem, że właśnie tutaj odnajdujemy jedną z najważniejszych cech chrześcijańskiego powołania. Prawdziwe spotkanie z Bogiem nigdy nie zamyka człowieka w sobie. Przeciwnie – otwiera jego oczy i serce na potrzeby drugiego człowieka.

Maryja przynosi Elżbiecie radość, ponieważ przynosi jej Chrystusa. I to jest również nasze zadanie. Jako chrześcijanie jesteśmy posłani, aby nieść Chrystusa ludziom, których spotykamy: przez obecność, miłość, służbę, przebaczenie, dobre słowo oraz troskę o ubogich, samotnych, cierpiących i potrzebujących.

Przywołałem również słowa papieża Leona XIV wypowiedziane podczas uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w 2025 roku. Ojciec Święty wskazywał wówczas na ubogie i prześladowane wspólnoty chrześcijańskie, na świadków przebaczenia oraz na ludzi, którzy w świecie pełnym podziałów cierpliwie budują pokój i mosty pojednania. Szczególnie mocno zabrzmiało jego wezwanie: „Pozwólmy, aby ich świadectwo nas nawróciło!”

Wniebowzięcie Maryi nie jest bowiem jedynie zaproszeniem, aby skierować oczy ku niebu i oderwać się od codzienności. Maryja Wniebowzięta pokazuje nam cel naszej pielgrzymki, ale Maryja z tajemnicy Nawiedzenia pokazuje nam drogę, która do tego celu prowadzi.

Jest to droga wiary, pokory, służby, nawrócenia, przebaczenia i pojednania. Nie można prawdziwie czcić Matki Chrystusa, a jednocześnie pielęgnować w sercu urazy. Nie można odmawiać różańca i równocześnie odmawiać przebaczenia drugiemu człowiekowi. Maryja zawsze prowadzi do Jezusa, a Jezus prowadzi nas ku miłości.

Dlatego na zakończenie homilii zachęciłem wiernych, aby powierzali swoje życie Maryi i uczyli się od Niej odpowiadać Bogu własnym „tak”. Prosiłem, abyśmy po tej Eucharystii powrócili do naszych domów bardziej pojednani, bardziej miłosierni i jeszcze bardziej gotowi nieść Chrystusa innym. W ten sposób nasze ziemskie pielgrzymowanie będzie prowadziło ku temu samemu celowi, który osiągnęła Maryja – ku wiecznej radości, pokojowi i miłości Boga.

Był to piękny maryjny dzień – pełen słońca, modlitwy, śpiewu i ludzkiej radości. Wszystko wskazuje na to, że południowoafrykańska zima powoli ustępuje. Drzewa w Rustenburgu zaczynają niemal eksplodować koronami kwiatów, jakby przyroda chciała oznajmić, że czas chłodu dobiega końca i nadchodzi nowe życie.

Wracając do Pretorii, myślałem, że jest w tym piękny obraz chrześcijańskiej nadziei. W naszym życiu również przychodzą zimy: chwile trudności, cierpienia, niepewności i zniechęcenia. Wiara przypomina jednak, że żadna zima nie trwa wiecznie. Bóg potrafi sprawić, że nawet na pozornie suchych gałęziach pojawiają się nowe pąki.

Może właśnie dlatego ta pielgrzymka do „miasta odpoczynku” była czymś więcej niż tylko kolejną podróżą. Stała się dla mnie spotkaniem z Kościołem żywym, radosnym i pełnym nadziei. Trzy tysiące ludzi idących za figurą Maryi, wspólnie odmawiających różaniec, śpiewających i sprawujących Eucharystię, przypomniało mi raz jeszcze, że Kościół żyje tam, gdzie ludzie pozwalają się prowadzić Chrystusowi.

Opuszczałem Rustenburg z wdzięcznością i radością. Za oknami samochodu pozostawały góry Magaliesberg i rozkwitające drzewa, a wraz z nimi obraz wspólnoty, która z Maryją patrzy w przyszłość z ufnością. Zima się kończy. Nadchodzi wiosna. I oby również w naszych sercach zawsze było miejsce na taką wiosnę – na nowe początki, na pojednanie, na nadzieję i na radość, której źródłem jest Chrystus.

Bo chrześcijanin, nawet gdy przechodzi przez trudniejsze odcinki swojej drogi, wie, dokąd zmierza. A kiedy idzie z Maryją, może iść naprzód z nadzieją.

✠ Henryk M. Jagodziński
NUNCJUSZ APOSTOLSKI W RPA, LESOTHO, NAMIBII, ESWATINI i BOTSWANIE

Pretoria, dnia 16 sierpnia 2026 r.