Relacja Nuncjusza w RPA: Spotkanie z diecezjalnymi dyrektorami Papieskich Dzieł Misyjnych z RPA, Botswany i Eswatini

Wtorek, 11 sierpnia 2026 r., zaskoczył mieszkańców Pretorii ulewnym deszczem, porywistym wiatrem i wyjątkowo niską temperaturą. Jak na sierpień i tę szerokość geograficzną była to aura dość niezwykła.

Podczas gdy Europa zmaga się z kolejnymi falami upałów, tutaj można było odnieść wrażenie, że nastąpił prawdziwy „atak zimy”. W Prowincji Przylądkowej Wschodniej spadł nawet śnieg. Pretoria natomiast zaczęła przypominać polską późną jesień. Na ulicach pojawiły się żółte liście, które porywisty wiatr strącał z drzew i roznosił po mokrych chodnikach. Krajobraz jakby na chwilę zapomniał, że znajduje się w Afryce.

W takiej właśnie scenerii udałem się do kapucyńskiego Centrum Formacyjnego „Padre Pio” w Pretorii, gdzie w dniach 11–13 sierpnia odbywa się krajowe spotkanie diecezjalnych dyrektorów Papieskich Dzieł Misyjnych z Republiki Południowej Afryki, Botswany i Eswatini. Nie jest to jedynie spotkanie organizacyjne. Ma ono także bardzo ważny wymiar duchowy i formacyjny, pozwalając jego uczestnikom zatrzymać się nad istotą misyjnego powołania Kościoła oraz zastanowić się nad nowymi sposobami jego realizacji.

Jak każdego roku zostałem zaproszony przez krajowego dyrektora Papieskich Dzieł Misyjnych, ks. Jerry’ego Browna, pochodzącego z Irlandii, który od lat z wielkim oddaniem służy misyjnej sprawie Kościoła w tej części Afryki.

Papieskie Dzieła Misyjne tworzą cztery wielkie dzieła: Papieskie Dzieło Rozkrzewiania Wiary, Papieskie Dzieło św. Piotra Apostoła, Papieskie Dzieło Misyjne Dzieci oraz Papieska Unia Misyjna. Powstawały one w XIX i XX wieku, a ich zasadniczym zadaniem pozostaje budzenie i podtrzymywanie świadomości misyjnej całego Kościoła: dorosłych, młodzieży i dzieci, a także duchowieństwa diecezjalnego i zakonnego. Przypominają nam one, że misje nie są jakimś dodatkiem do życia Kościoła, ale należą do jego najgłębszej natury.

Centrum „Padre Pio” jest dość dużym kompleksem wybudowanym z charakterystycznej czerwonej cegły. Kiedy wszedłem do środka, przez chwilę nie mogłem się zdecydować, gdzie właściwie jest zimniej: na zewnątrz czy wewnątrz budynku. Gdy dotarłem do sali obrad, zobaczyłem ustawione pośrodku dwa ogromne grzejniki gazowe. Były tego dnia zdecydowanie jednymi z najbardziej pożądanych „uczestników” spotkania.

W Republice Południowej Afryki zima jest stosunkowo krótka, a temperatury rzadko zbliżają się do zera. Dlatego w większości budynków nie ma centralnego ogrzewania w takim znaczeniu, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni w Europie. Kiedy przychodzą chłodniejsze dni, mieszkańcy ratują się grzejnikami elektrycznymi lub gazowymi, rozpalają ogień w kominkach albo uruchamiają klimatyzację w trybie grzewczym. Najprostszym i najbardziej niezawodnym sposobem pozostaje jednak ciepłe ubranie.

I rzeczywiście, pomimo dwóch potężnych grzejników, uczestnicy spotkania siedzieli w kurtkach, a niektórzy nawet w czapkach. Był to dość niezwykły widok jak na misyjne spotkanie w Afryce.

Po serdecznym powitaniu zabrałem głos. Wyraziłem wielką radość ze spotkania z Krajowym Dyrektorem oraz diecezjalnymi dyrektorami Papieskich Dzieł Misyjnych zgromadzonymi w Pretorii. Przekazałem im serdeczne pozdrowienia i zapewnienie o modlitwie Ojca Świętego, który otacza szczególną troską misyjne dzieło Kościoła. Przypomniałem również, że Papieskie Dzieła Misyjne należą do najważniejszych narzędzi, poprzez które Następca św. Piotra umacnia świadomość misyjną całego Ludu Bożego i wyraża swoją troskę o młode Kościoły na całym świecie.

Podkreśliłem, że misja nigdy nie może być traktowana jako zadanie zarezerwowane dla nielicznych, dla wybranej grupy kapłanów, zakonników, zakonnic czy świeckich. Każdy ochrzczony jest powołany, aby być uczniem-misjonarzem. Kościół bowiem nie istnieje dla samego siebie. Istnieje po to, aby głosić Ewangelię, prowadzić ludzi do spotkania z Chrystusem oraz pomagać im Go poznawać, kochać i naśladować.

Dlatego zadaniem diecezjalnych dyrektorów Papieskich Dzieł Misyjnych nie jest jedynie organizowanie zbiórek, przygotowywanie materiałów czy koordynowanie różnych inicjatyw. Ich pierwszym i najważniejszym zadaniem jest rozpalanie ducha misyjnego w parafiach, rodzinach, szkołach, seminariach i wspólnotach zakonnych. Chodzi o to, aby każdy wierzący odkrył, że również on ma swoje miejsce w wielkim dziele ewangelizacji.

Zwróciłem szczególną uwagę na dwa wymiary działalności Papieskich Dzieł Misyjnych: komunię i powszechność.

Jako jeden Kościół jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem. Radości, potrzeby i cierpienia jednej wspólnoty nie mogą pozostawać obojętne innym częściom Ciała Chrystusa. Kościół misyjny jest Kościołem, który potrafi patrzeć dalej niż granice własnej parafii, diecezji czy kraju.

Powszechność misji przypomina z kolei, że nawet najmniejsza parafia, najbardziej oddalona wspólnota czy pojedynczy człowiek może mieć udział w ewangelizacji świata. Nie każdy pojedzie na drugi koniec ziemi jako misjonarz, ale każdy może być misjonarzem poprzez modlitwę, ofiarę, świadectwo życia, zainteresowanie potrzebami innych oraz materialną solidarność.

Wobec wyzwań, przed którymi stoi dzisiaj Kościół w Afryce Południowej – sekularyzacji, trudności ekonomicznych, migracji, potrzeb młodego pokolenia oraz troski o nowe powołania – zachęcałem do odnowionej misyjnej kreatywności i jeszcze ściślejszej współpracy.

Jestem głęboko przekonany, że prawdziwa misja zawsze rozpoczyna się od osobistego spotkania z Chrystusem i od nawrócenia własnego serca. Nie możemy dać innym Tego, którego sami nie spotkaliśmy. Nie możemy rozpalać wiary w innych, jeżeli sami nie pozwalamy, aby Ewangelia nieustannie rozpalała nasze serca. Dlatego zachęcałem dyrektorów, aby byli przede wszystkim świadkami – ludźmi żywej wiary, nadziei i radości Ewangelii – i aby pomagali wiernym odkrywać ich własne misyjne powołanie.

Wyraziłem także wdzięczność za ich codzienną, często cichą i niewidoczną posługę. Jej owoców nie zawsze można dotknąć czy zapisać w statystykach. Niekiedy jest to jedno dziecko, które po raz pierwszy zainteresuje się misjami; młody człowiek, który zacznie pytać o swoje powołanie; rodzina, która podejmie modlitwę za misjonarzy; albo wspólnota parafialna, która zrozumie, że Kościół jest znacznie większy niż granice jej własnej miejscowości. Tak właśnie, często bardzo dyskretnie, wzrasta Królestwo Boże.

Na zakończenie zawierzyłem wszystkich uczestników, ich diecezje oraz całe dzieło Papieskich Dzieł Misyjnych Maryi, Matce Kościoła i Królowej Misji, prosząc, aby Duch Święty nieustannie odnawiał w nas zapał do głoszenia Chrystusa i budowania Jego Królestwa.
Po moim wystąpieniu był jeszcze czas na pytania, wymianę myśli i doświadczeń oraz – jak przystało na każde dobre spotkanie – wspólną fotografię. Następnie udaliśmy się do refektarza. Tam czekała na nas jeszcze jedna miła niespodzianka: w kominku płonął prawdziwy ogień. Tym razem nie był to już tylko teologiczny obraz misyjnego zapału, ale bardzo konkretne i pożądane źródło ciepła.

Stanęliśmy więc przy płonącym kominku i pomodliliśmy się przed posiłkiem. Patrząc na ogień, pomyślałem, że ten niezwykle zimny dzień niesie ze sobą całkiem piękną misyjną symbolikę.

Misja bowiem jest właśnie rozpalaniem ognia. Nie takiego, który niszczy, ale takiego, który daje światło, ogrzewa i przyciąga. Jest przekazywaniem płomienia wiary z serca do serca. Czasami wystarczy mała iskra: dobre słowo, świadectwo życia, gest miłosierdzia, modlitwa, odwaga powiedzenia komuś o Chrystusie. Z takiej iskry może narodzić się ogień, którego nie ugaszą ani przeciwności, ani obojętność, ani nawet najzimniejsza afrykańska zima.

Tego dnia w Pretorii rzeczywiście było zimno. Bardzo zimno. Siedzieliśmy w kurtkach, niektórzy w czapkach, a dwa wielkie grzejniki i płonący kominek należały do naszych najlepszych przyjaciół.A jednak pomyślałem sobie, że najważniejszej temperatury nie mierzy żaden termometr.

Na zewnątrz było zimno, ale w sercach płonął misyjny ogień.I oby właśnie tego ognia nigdy nam nie zabrakło. Ognia wiary, która nie zamyka się w sobie. Ognia miłości, która każe dostrzec człowieka potrzebującego. Ognia nadziei, która nie pozwala się zniechęcić. I wreszcie ognia Ewangelii, który od dwóch tysięcy lat prowadzi uczniów Chrystusa na wszystkie drogi świata.

Bo dopóki w Kościele są ludzie gotowi nieść ten płomień dalej, dopóty Kościół pozostaje młody, żywy i misyjny.

A czasami, jak się okazuje, żeby jeszcze lepiej zrozumieć wartość tego ognia, potrzeba po prostu bardzo zimnego dnia w Pretorii.

✠ Henryk M. Jagodziński
NUNCJUSZ APOSTOLSKI W RPA, LESOTHO, NAMIBII, ESWATINI i BOTSWANIE

Pretoria, dnia 11 sierpnia 2026 r.